Wikingowie. Musical nieletni

Wikingowie. Musical nieletni

WIKINGOWIE – RECENZJE

TROJMIASTO.PL:

Odzyskać rodziców. Przygody wikingów w musicalu dziecięcym

 

“Wikingowie. Musical nieletni” Szymona Jachimka w reż. Tomasza Valldala-Czarneckiego Teatru Komedii Valldal z Gdyni, gościnnie na Scenie NOT w Gdańsku. Pisze Łukasz Rudziński w portalu Trójmiasto.pl.

Świat bez rodziców z pozoru wydaje się rajem na kształt Nibylandii z “Piotrusia Pana”. Jednak wystarczy wypadek, by przekonać się, że mama i tata są dzieciom niezbędni. Podróż w ich poszukiwaniu obfituje w przygody, które mali i duzi widzowie śledzą z prawdziwą przyjemnością. “Wikingowie. Musical nieletni” to najdojrzalszy i najlepiej skomponowany spektakl Teatru Komedii Valldal.

Zespół twórców skupiony wokół Tomasza Valldala-Czarneckiego, reżysera i pomysłodawcy Teatru Komedii Valldal, w stałym składzie przygotowuje kolejne spektakle. Znajdują się w nim autor tekstu Szymon Jachimek, autor muzyki Artur Guza, odpowiadająca za scenografię i kostiumy Monika IKA Wójcik oraz Vilde Valldal-Johannessen, przygotowująca ruch sceniczny. Żelaznym punktem zespołu jest także Jeremiasz Gzyl, aktor, który chętnie łączy na scenie siły z dzieciakami kilku- i kilkunastoletnimi, stanowiącymi trzon Teatru Komedii Valldal. W tym roku w przygotowanie premiery teatralnej – “Wikingów. Musicalu nieletniego”, zaangażowanych jest około 70 dzieciaków, grających spektakl w dwóch obsadach.

W spektaklu dzieciaki mieszkają same w wiosce wikińskiej. Czas upływa im beztrosko, ale nie bezproduktywnie. Ćwiczą sztuki walki, by być godnymi miana wikingów, jak ich rodzice. Tych w wiosce nie ma. Odeszli i nie wrócili, co zdaje się nikomu specjalnie nie przeszkadzać – do czasu. Gromadce dzieciaków przewodzą najstarsi – Eryk i Astrid. To oni podejmują wszystkie ważne decyzje, wraz z pozostałymi “starszymi”. Właśnie podział na młodszych i starszych w tej dziecięcej społeczności jest bardzo wyraźny. Jeden mały Jon nie chce go respektować, bo czuje się dojrzalszy i silniejszy od młodszych dzieci. Awans społeczny okaże się trudnym przedsięwzięciem wymagającym wielkiego hartu ducha i odwagi.

Młodociani wikingowie przypominają sobie o tym, że są dziećmi przez wypadek podczas ćwiczeń – mała Kirsten zostaje ranna. Reakcja wystraszonej i poważnie chorej dziewczynki jest naturalna – chce do mamy. To zdarzenie wywołuje lawinę konsekwencji i powoduje, że ład i porządek dziecięcego świata bez rodziców runie jak domek z kart.

Spektakl Tomasza Valldal-Czarneckiego to oczywiście przytyk pod adresem rodziców, którzy pracują przez całe dnie, nie mając po powrocie do domu dostatecznie dużo czasu i sił, by zajmować się swoimi pociechami. Jest to także aluzja do sytuacji części dzieci, wyczekujących na powrót któregoś z rodziców z zarobkowej emigracji. Twórcy spektaklu przysługują się metaforą złotych jabłek, odpowiednika pieniędzy i majątku, za którym oślepieni podążają dorośli. Dlatego też scenariusz Szymona Jachimka uderza w dużo poważniejsze niż dotąd tony i chociaż znajdują się w nim wątki humorystyczne (kapitalny pomysł na Trolle), cała produkcja ciąży ku poważnemu, momentami wzruszającemu obrazowi dziecięcego osamotnienia (oniryczna, bardzo dobitna scena marzeń sennych i zabawy z tatą).

Pomaga w tym zgrabna i bardzo prosta scenografia Moniki IKI Wójcik imitująca nordyckie runy, umieszczone na rozwiniętych belkach materiału, stanowiących tło spektaklu. Urozmaicają je kostiumy bohaterów oraz rekwizyty, np. wikińskie tarcze, za pomocą których można stworzyć okręt. Wspiera ich inspirowana nordyckimi brzmieniami (charakterystyczne flety czy didgeridoo) transowa i bardzo musicalowa muzyka Artura Guzy. Z kolei siłą piosenek śpiewanych zbiorowo (np. “Wioska wikińska” czy “Morze”) jest bogata, ciekawa choreografia Vilde Valldal-Johannessen.

To jednak nieletni wykonawcy pracują na sukces przedstawienia. Prym wśród nich wiedzie Iga Szubelak jako Astrid, przewodniczka gromady, obdarzona talentem aktorskim (zwraca uwagę jej przemowa do pozostałych po wypadku Kirsten). Wyróżnia się Piotr Zamudio-Zeidler w roli Jona, chłopca, którego wszędzie pełno i który czuje się wykluczony z powodu warunków fizycznych i wieku. Zabawną rolę ma Pola Król wcielająca się w Siv, dziewczynkę wpatrzoną w Jona jak w obrazek. Wartościowym uzupełnieniem “starszyzny” jest wyrazista Yngvild (Aleksandra Junak) i spokojniejsza Frigg (Anastazja Madej). Nieco więcej przebojowości przydałoby się za to Erykowi, granemu przez Ignacego Lissa.

Bardzo ważną postacią, na wpół obecną w zdarzeniach bohaterów jest Sigrid – pierwszy wokal musicalu, dziewczynka otwierająca spektakl “Pieśnią Sigrid” (niepotrzebnie w czasie przedstawienia kilkukrotnie powtarzaną) i będąca zarazem glosem Szamanki, prawdziwym duchem wioski. W pierwszej obsadzie świetnie radzi sobie z tą rolą Julia Totoszko. Wyróżnić warto również postaci charakterystyczne – przede wszystkim świetnie wymyślone i z humorem oraz niezbędną energią Trolle, zagrane przez tercet Weronika Mania, Weronika Ziemann i Aleksandra Buczek. Dobrze w roli Szamanki wypada Julia Biały, zaś ranną Kirsten udanie gra Marysia Hendzel. Bawi też sędziwy Mimir w wykonaniu Dominiki Gesek. Tym razem Jeremiasz Gzyl ma za to mniejszą rolę i na tle dzieciaków wypada niezbyt wyraziście
(pomimo najbardziej efektownego kostiumu i charakteryzacji).

Reżyser, mając wszystkie elementy, zadbał o niezbędną dynamikę spektaklu i energię młodych wykonawców. Niektóre z nich wsparte są świetnymi tekstami piosenek (z czego zwłaszcza “Złote jabłko” budzi duże uznanie z powodu świetnej aranżacji). Właśnie wtedy z pełną mocą ma szansę wybrzmieć przesłanie spektaklu – to nie rzeczy, które gromadzimy, nas wzbogacają, tylko ludzie, z którymi żyjemy. Słabością scenariusza Szymona Jachimka są sztywne, serialowe dialogi między bohaterami (wątek miłosny również przypomina telenowelę). Broni go jednak bardzo istotny przekaz musicalu – rodzice, bądźcie bardziej otwarci na potrzeby swoich dzieci i “nie zostawiajcie” ich dla pieniędzy czy nowszego sprzętu. Straconego czasu nie da się przecież nadrobić.

 

GAZETA ŚWIĘTOJAŃSKA:

Wikingowie forever, czyli musicalowa radość

“Wikingowie. Musical nieletni”; Szymona Jachimka w reż. Tomasza Valldala- Czarneckiego Teatru Komedii Valldal z Gdyni, gościnnie na Scenie NOT w Gdańsku. Pisze Katarzyna Wysocka w Gazecie Świętojańskiej.

O “Wikingach. Musicalu nieletnim” można mówić wyłącznie w kategoriach sukcesu. Nic tak nie cieszy realizatorów sztuki, jak żywy odbiór widzów, ale kiedy po piątym pokazie “premierowym” nadal panuje “szał” na widowni, ludzie wstają i gwiżdżą z zadowolenia, to chyba można mówić, że spektakl podobał się wyjątkowo. Tak było drugiego dnia prezentacji, w drugiej obsadzie, najnowszego dzieła zespołu Teatru Komedii Valldal i jednocześnie piątego pokazu w ogóle. Co tak szczególnie uwiodło niemal pięciuset widzów zgromadzonych na Scenie Teatralnej NOT-u w Gdańsku?

Historia
Nie jest specjalnie zagmatwana, ale smutna. Otóż rodzice, wikingowie, w poszukiwaniu nieskończonego dobrobytu, opuszczają wioskę, zostawiając niedorosłe dzieci, którym obiecują wrócić niebawem. Wkraczamy w narrację ponad pięć lat po kuriozalnym porzuceniu rodzicielskim. Dzieci całkiem nieźle sobie radzą, wypracowując metody i budując świat wartości. Nie mogą jednak trwale zapomnieć o dorosłych, którzy są niezwykle potrzebni, szczególnie do… przytulania. Jedno ze zdarzeń doprowadza do podjęcia decyzji przez “starzszyznę” dziecięcą, że nadszedł czas na poszukiwania matek i ojców, co wydaje się być początkowo bardzo karkołomne. W pierwszej fazie otrzymują mgliste wskazówki, choć powiększają grupę ekspedycyjną o dwoje szalonych dzieci Mimira, Thora i Freyę. W drugiej fazie płyną już wszyscy, czyli całą dziecięcą wioską, na wyspę Skrymira, który jest odpowiedzialny za uwięzienie rodziców, ubezwłasnowolnionych pożądaniem bogactwa. Pracując na “plantacji” złotych jabłek nie są w stanie samodzielnie podjąć decyzji o przerwaniu procederu zagrażającemu przede wszystkim zdrowemu rozsądkowi. Ostatecznie najmniejszy i najdzielniejszy Jon, daje początek końca traumy. Rodzice odzyskują rozum.

Muzyka
Artur Guza przygotował wyjątkowo przestrzenne kompozycje, śpiewne i niemal romantyczne. Umiejętnie dobrał instrumentację i rytmy, osiągając przy wielu piosenkach efekt musicalowych hitów. Pobrzmiewają w jego utworach różne gatunki i “nawiązania”, jednak wszystko współgra wyśmienicie. Muzyka wydobywa walory opowieści, w tym liryczności, w wielu momentach decyduje o dramaturgii i dynamice. Słowa uznania za rozmach kompozytorski.

Tekst
Tym razem Szymon Jachimek “powstrzymał się” od nadmiaru słów i puszczaniu oka do widza. Korzystnie wpłynęło to na charakter spektaklu, w którym radość miesza się ze współczuciem, a kameralne sceny liryczne przeplatają się ze zbiorowymi i energetycznymi. Autor scenariusza zadbał o psychologiczne prawdopodobieństwo i adekwatne wiekowo dialogi. W postaciach trolli skupił główny dowcip, co okazało się zabiegim bardzo dojrzałym i ciekawym. Wydaje się, że jako autor piosenek, Jachimek osiągnął wysmakowaną sprawność, choć co jakiś czas pojawiały się “trudne” momenty.

Scenografia i kostiumy
Monika IKA Wójcik, odpowiedzialna za scenografię i kostiumy, wprowadziła widza w bogaty i tajemniczy świat średniowiecznej wioski wikingów. Kostiumy szyte przez sześć krawcowych były wielowarstwowe, ciekawe, stylowo nawiązujące do tradycji z długiego okresu średniowiecza. Stylizacji poddane były również fryzury wszystkich aktorów. Dobre wrażenie robily długie płótna, stanowiące największy element scenograficzny.

Reżyseria
Tomasz Valldal-Czarnecki powinien otrzymać medal za wytrwałe mierzenie się ze swoimi marzeniem. Realizuje powołanie spektakularnie i z dużą troską o małego widza. “Nie zna umiaru” w dramaturgii spektaklu, trzymając ogromne tempo od początku do końca. Praca nad warsztatem aktorskim młodych ludzi jest widoczna, co widać także w zbiorówkach, drugim i trzecim szeregu. To jego najbardziej dojrzały i przemyślany spektakl “nieletni”, jaki udało się mi zobaczyć.

Aktorzy
Druga obsada okazała się być sprawnym i ciekawym zespołem. Widać, że dzieci były znakomicie przygotowane, umiały znależć się w różnych sytuacjach, były uważne. Mnie urzekła Paulina Napierała jako Sigrid. Niczym przewodnik, anioł czy dobry duch, towarzyszyła pieśnią w codziennych zmaganiach małych bohaterów. Amelia Wasak jako Astrid przekonywała swoją dynamiką, Piotr Bańkowski wypadł interesująco w drugiej części, kiedy znalazł się w “męskich” sytuacjach. Znacząco wyróżniała się Agnieszka Mąkinia jako Yngvild, była zabawna, koncentrowała uwagę, świadomie grała grubą kreską. Oczywiście urocze były trolle (Martyna Koniarska, Nadia Gazecka, Dominika Białyk). Spełniły swoją rolę jako przełamujący nastroje i podnosząc zdecydowanie poziom radości. Jeremiasz Gzyl tym razem nie miał rozbudowanej roli, był jednak wyrazisty i także koncentrował na sobie uwagę.

Całość
Vilde Valldal-Johannessen po raz kolejny udowodniła, że praca z dziećmi i młodzieżą może przynieść zadowalające efekty ruchowe. Tym razem nieskomplikowane układy choreograficzne wykonywane były płynnie i z dużą swobodą. Wielkie słowa uznania dla całej ekipy produkcjyjnej, która po raz kolejny (czyli trzeci, gdy mówimy o produkcji musicalowej tego teatru) sprostała niemałym wyzwaniom. Bilboardy n mieście, dobry PR, odnalezienie się w nowej przestrzeni w Gdańsku, wypracowanie metody przy obsłudze widowni – czlonkowie teatru zajmowali się sprawdzaniem biletów, sprzedażą koszulek, plakatów i płyt. No i właśnie wydanie po raz trzeci płyty jako oprawy do spektaklu, świadczy o profesjonalnym podejściu do pracy artystycznej. Takiej determinacji pozazdrościć mogą teatrowi inni, czyli teatry zawodowe, daleko nie wskazując palcem.

 

MUSICALOVE.INFO:

Życie to nie bajka. Ale bajką można opowiedzieć o życiu. Także tym współczesnym. Teatr Komedii Valldal stworzył w Gdańsku zachwycający, bawiący, ale i wzruszający musical. Występujące na scenie dzieci zaskakują profesjonalną grą i co ważne… mają wiele do przekazania nam dorosłym.

Musical zabiera nas “gdzieś przed siedmioma górami, nad morzem zimnym jak nóż”, do wioski wikingów zamieszkiwanej jedynie przez dzieci. Tworzą małą społeczność, w której “każdy już od dzieciństwa ma prac i zadań wór”. W wiosce są rybacy, myśliwi, wojownicy, strażnicy, szamanka i praczki… “Tutaj każdy ważny jest” .Nie ma tu dorosłych – ponad 5 lat temu “zniknęli gdzieś za mgłą i zrodził się dylemat, czy oni są, czy ich właściwie nie ma. Cóż po rodzicach co, są ciągle nieobecni. O szczęście walczą gdzieś”.Szczęście, za którym popłynęli to złote jabłka – “to jest rzecz, nawet całkiem fajna lecz, jak nie patrzeć to jest tylko mała rzecz, potem kiedyś spojrzysz wstecz, po co była ci ta rzecz, skoro inne ważne chwile poszły precz”.Stęsknione dzieci podejmują decyzję o wyprawie na tajemniczą wyspę Skrymira. “Tu ze złotych drzew, spływa złoty cud”. To tu hoduje się złote jabłka, dzięki którym rzekomo “żyć ma się prościej”. Na wyspie Skrymira przebywają – nieświadomi upływającego czasu – rodzice małych wikingów. By dotrzeć do tego miejsca pokonują bezkresne morze. Podróż kończy się sukcesem – pokonaniem złego właściciela wyspy złotych jabłek i uwolnieniem rodziców – “bo pokonać można każdą w świecie falę, jeśli na pokładzie wszyscy razem są”. Podróż kończy dobrym się finałem.

To brzmi jak bajka, fantastyczna historia dziejąca się w krainie fiordów. I tak z pewnością odbierają ją – oglądając “Wikingów” – najmłodsi widzowie. Emocjonują ich przygody małych wojowników, budzą strach leśne stwory, śmieszą trolle (które proponują lizanie szyszki, czy skok przez niewidoczną rzekę) i wykrzykują z sali “dawaj Jon”, gdy mały wiking walczy ze złym Skrymirem… Opowieść wciąga młodych widzów. Gdy oglądałem “Wikingów”, w sali gdańskiego NOT-u było przeszło 400 dzieci. Nie widziałem na ich twarzach znudzenia. Całkowicie pochłaniało je to, co działo się na scenie.

Ale to dorośli ze spektaklu wychodzą poruszeni. Bo musical pokazuje problemy, które nas współcześnie dotykają. Pogoń za pieniędzmi (złotymi jabłkami), za “złotym darem młodości” rozdzieliła już niejedną rodzinę. Wyjeżdżamy za granicę, na “nasze wyspy Skrymira”, w poszukiwaniu szczęścia. Dorosłym niewiele trzeba – “trochę pracy, ciutkę stresu, już masz własny znak sukcesu”.Wiele scen niesamowicie wzrusza. W jednej z nich dzieci wołają swoich rodziców. W tym chórze – “mamo tato” jest niesamowity smutek, tęsknota za rodziną – “dzieci potrzebują mamy, by wraz z tatą osuszyła słone łzy”. W innej scenie, będącej snem małych wikingów, widzimy koniec dziecięcej beztroski. Z wesoło tańczącą małą dziewczynką, rozstaje się ojciec, skuszony złotym jabłkiem. Dorosłych wzruszają śpiewane przez nieletnich wikingów piosenki. W jednej z nich dostajemy lekcję życia: “Lepiej śpiewać coś od rzeczy, niźli żyć dla jakiejś rzeczy, życie tyle ma momentów, nie trać ich na zbiórkę sprzętów”.

“Wikingowie. Musical nieletni” zachwyca aktorskimi i wokalnymi umiejętnościami. Już od początku porusza głos siwowłosej Sigrid zagranej przez Paulinę Napierałę. Swoją grą i niesamowitym śpiewem zaskoczyli mnie również Zuzanna Polańska (Siv) oraz Artur Blanik (Jon). Genialnie wykonany song “Za domu progiem”, przypomina najlepsze musicalowe duety. Doceniam swobodę wikingowej młodzieży Amelii Wasak (Astrid), Anastazji Madej (Frigg), Agnieszki Mąkinii (Yngvild) oraz Nikodema Bogdańskiego grającego walecznego Eryka. Idealnie weszli w swoje postacie, grając je niesamowicie dojrzale. Wysiłek rozbawienia publiczności wzięły na siebie trolle: Martyna Koniarska, Nadia Gazecka i Dominka Biłyk. Oczywiście udało się. W tym nieletnim towarzystwie doskonale odnalazł się Leszek Andrzej Czerwiński, grający Skrymira. Wymawiane przez niego “sssss”, “zzzz” mrozi krew w żyłach. Podziwam całą ekpię występującą na scenie i… nie mogę się doczekać kolejnej premiery w Waszym wykonaniu. Uwaga! W musicalu “Wikingowie” jest kilka obsad. To ponad osiemdziesięciu młodych artystów.

“Wikingów” – według scenariusza Szymona Jachimka – wyreżyserował Tomasz Valldal-Czarnecki. To niesamowicie profesjonalny i dopracowany spektakl. Scenografię i kostiumy przygotowała Monika Ika Wójcik. Autorką choreografii jest Vilde Valldal-Johannessen. Chylę czoła przed Arturem Guzą, który napisał muzykę i wokalnie przygotował aktorów. Piosenki brzmią jak w najwyższej jakości musicalu (dzięki dostępnej płycie CD z nagraniem, można zabrać je ze sobą). Również instrumentarium jest doskonale przemyślane, dzięki czemu perfekcyjnie oddaje tajemniczy, nieco mglisty klimat świata fiordów. Brzmienie didgeridoo – bezcenne. Charakteru utworom dodaje wspaniale brzmiący kwartet smyczkowy. Dźwięk w spektaklu brzmi zjawiskowo – to zasługa firmy OFFSTAGE. Całość w światło ubrał Mateusz Gostkowski. Zachwyca również plakat stworzony przez Michała Dziekana. Wizerunki z plakatu ozdabiają też okładkę płyty czy t-shirty.

Musicalove.info poleca “Wikingów. Musical nieletni”. Zajrzyjcie do wioski wikingów, w której każdy znajdzie coś dla siebie. To będzie niepowtarzalna przygoda zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. To również doskonała okazja do kontaktu z gatunkiem jakim jest musical. Na dodatek świetnie przygotowany!

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie będzie publikowany.