Hotel Palace

Hotel Palace

HOTEL PALACE – RECENZJE

MAGAZYN TOGETHER

Premiera spektaklu “Hotel Palace” w reżyserii Tomasza Valldal-Czarneckiego – patronowane

21 listopada 2017

18 listopada w sopockim Teatrze na Plaży odbyła się premiera spektakluHotel Palace,Rolanda Topora w reżyseriiTomasza Valldal-Czarneckiego. Hotel Palace to francuski serial telewizyjny, który dla Francuzów jest tym, czym dla Polaków są „Alternatywy 4″. Tytułowy Hotel Palace to miejsce, w którym wszystko zdarzyć się może. Szczególnie, że jego goście to bogaci arystokraci i burżuazja. Na szczęście obsługa hotelu – w osobie dyrektora (w tej  roli Mateusz Deskiewicz), dwóch pokojówek (Vilde Valldal-Johannessen oraz Anna Podgórzak) i  boya hotelowego (Michał Zacharek) – panuje nad wszystkim i spełnia wszystkie wyszukane życzenia gości. Nie daje się zaskoczyć żadnej, nawet najbardziej absurdalnej sytuacji.

Jeszcze zanim rozpoczął się spektakl aktorzy Teatru Komedii Valldal zadbali o to, aby wprawić widzów w doskonały nastrój. Przekonałem się o tym osobiście zostając „pomylonym” z gościem z Rumunii. Boy hotelowy już na mnie czekał, aby wskazać mi miejsce na widowni, służąc dosłownie pomocną dłonią. Natomiast jednej z pań zaproponowano przetarcie okularów. Doprawdy obsługa na najwyższym poziomie!

Oprócz niespodziewanych usług z klasy premium widzowie otrzymali przy wejściu kartę z pozostałymi usługami, z których można było skorzystać w trakcie spektaklu. Jeśli ktoś miał potrzebę skorzystania z „pozycji numer 307″ lub „Chłopca do bicia” wystarczyło wybrać odpowiadający usłudze numer i zakomunikować to obsłudze hotelu.

Warto wspomnieć o części spektaklu o nazwie “Palace we własnym domu”, który niczym Magazyn Together i jego “Must Have” podpowiada jak ze smakiem dobrać dodatki do domu.

Przedstawienie w reżyserii Tomasza Valldal-Czarneckiego wspieranego przez Szymona Jachimka wyróżnia doskonała dawka humoru. Ma w tym swój duży udział dbający o muzykę Artur Guza i jego wyszukane „instrumenty” w postaci dwóch świnek. Oprócz warstwy artystycznej na uwagę zasługuje doskonały kontakt z publicznością, która z dużym wyczuciem jest angażowana w spektakl.

Reasumując: Hotel Palace Teatru Komedii Valldal to doskonała propozycja dla rodziców na wieczór we dwoje. Dzieci zostają zatem u dziadków lub wujków, a rodzice mają ucztę dla duszy. Serdecznie polecamy!

Tekst: Miłosz Jabłoński
Foto: Sylwia Byczkowska

 

TROJMIASTO.PL:

“Hotel Palace” to miejsce gdzie szyk i elegancja spotykają się z absurdem i niewyszukanym humorem spod znaku Rolanda Topora. Wraz z Teatrem Komedii Valldal na półtoragodzinny instruktaż dostatniego życia w opływającym w luksusy i ekstrawagancję świecie bogaczy wybrać się powinni widzowie obdarzeni odrobiną dystansu do siebie i sporym poczuciem humoru.

Już od wejścia bohaterowie spektaklu lustrują hotelowych gości (widzów spektaklu “Hotel Palace”), zagadując ich i dając zarazem odczuć, że są nieco zażenowani taką “klientelą”. Jesteśmy tu biedotą, która złakniona luksusu chciwie zagląda przez okna Grand Hotelu czy Orient Ekspresu, marząc o tym, by znaleźć się po drugiej stronie szyby. To oczywiście niemożliwe, bo Hotel Palace nie jest hotelem dla mas. To miejsce dla tych, którzy nie myślą o tym jak przetrwać “od pierwszego do pierwszego”, ani nie boją się o to, czy starczy im na opłacenie kolejnej raty. Gości Hotelu Palace zajmuje raczej to, gdzie ulokują kolejny milion. Klient, który potrafi zapłacić każdą kwotę, może też wymagać wszystkiego. Tu spełnia się więc zachcianki gości, także te najbardziej niestandardowe.

Mamy szczęście. Ekipa hotelu postanawia przybliżyć nam dzień z życia tego przybytku luksusu i rozpusty. Wprawdzie gdzieś straszy jedną z pokojówek ubranie z promocji Lidla, gdzie indziej dyrektorowi “pachnie” biedą z H&M-u, ale po zlikwidowaniu przykrego zapachu pustych portfeli drogimi, rzecz jasna, perfumami, można przejść do meritum.

W tak ekskluzywnym hotelu każdy problem można rozwiązać wykorzystując refleks i kreatywność dyrektora. W środku Michał Zacharek.
Poznajemy dyrektora, dwie pokojówki oraz hotelowego boya. Z boku sceny przygrywa nam grajek, niedarzony przez resztę hotelowego personelu szczególnym poważaniem. Za pomocą kolejnych, nieraz mocno montypythonowskich skeczy, zaznajamiamy się ze specyfiką hotelu, gdzie każda usługa jest możliwa. Oczywiście za określoną cenę. Pewien profesor na łożu śmierci szuka swojego ostatniego słowa, bo “wygrałem wiele  bitew, ale wojnę o życie przegrałem” brzmi zdaniem dyrektora zbyt patetycznie. W poszukiwaniu natchnienia pomaga umierającemu biust pokojówki. Z kolei w śnie jednego z gości (o jego wielkim, słoniowym penisie, na którym na rowerze pedałuje karzeł), wezwany znawca snów dostrzeże bardzo niepokojące objawy…

Dowiemy się też o wielu innych problemach gości Hotelu Palace, które kreatywna obsługa oczywiście w mig rozwiązuje (według mnie najlepszym z nich jest zwiędły liść w pokoju), jak i o usługach specjalnych. Widzowie przy wejściu otrzymują “menu” z usługami, które można “wypróbować” na obsłudze hotelu w trakcie przedstawienia. Wśród wspomnianych usług znajdziemy takie, jak “chłopiec do bicia”, “mały się cieszy, gdy zobaczy mniejszego” lub “czopek”. Osobną kategorią jest “Palace we własnym domu”, czyli co zrobić, by doznać odrobiny luksusu, będąc biednym.

Tekst Rolanda Topora jest oczywiście ciętą satyrą na zepsute, zdemoralizowane elity. Za pomocą surrealistycznych, często podszytych rubasznością i “pieprzykiem” krótkich scenek rodzajowych, przebija on nadęty do granic możliwości balon próżności, blichtru i przepychu zblazowanych bogaczy. Oczywiście w zaciszu hotelowych pokoi okazują się oni zdziwaczałymi, godnymi politowania ludźmi, z których można się pośmiać.

Reżyser Tomasz Valldal Czarnecki z właściwą sobie lekkością porusza się w konwencji kabaretu i stylizacji “dance macabre” (efektowna charakteryzacja Olgi Czachorowskiej- Kawały). W zbudowaniu przystającego do naszych realiów świata Hotelu Palace pomaga mu Szymon Jachimek, który tekst Topora zgrabnie zaadaptował do naszych warunków (stąd m.in. nawiązania do Żabki czy Biedronki). Za wykonanie świetnych kostiumów odpowiada Iwona Klein, zaś bardzo dobrze oddającą hotelowe pokoje i dowcip spektaklu scenografię z parawanu i kilku rekwizytów (oraz projekty kostiumów) przygotowała Monika IKA Wójcik. Zespół realizatorów uzupełnia perfekcyjny za syntezatorem, wspomagający się chrumkającymi świnkami Artur Guza, który przez cały spektakl akompaniuje aktorom, miewając też zadania aktorskie.

By surrealistyczny humor zadziałał na widzów, musi zostać odpowiednio “podany”. Prym na scenie wiedzie Michał Zacharek – przezabawny i bardzo sprawny aktorsko w roli boya hotelowego. Jego vis comica świetnie koresponduje z humorem Topora. Mnóstwo  wdzięku i seksapilu wnosi Anna Podgórzak, uroczo wypowiadając sceniczne “ł” ze wschodnią wymową. To, idąc duchem czasu, pokojówka z Ukrainy, więc jej obecność w hotelu z najwyższej póki mogłaby nieco dziwić. Jednakże druga z pokojówek, Lady Palace grana przez Vilde Valldal Johannessen w spektaklu i w rzeczywistości pochodzi ze Skandynawii, a “ukraińskość” pokojówki Anny Podgórzak przykryć ma ewentualne błędy językowe lub niewłaściwą prozodię Vilde. Niepotrzebnie. Norweska tancerka w roli pokojówki z językiem radzi sobie całkiem dobrze. Zestaw hotelowych indywiduów uzupełnia grany z wyczuciem dyrektor (Mateusz Deskiewicz), szczególnie dobrze wypadający w epizodach spoza jego emploi (np. rozwrzeszczanego bachora).

Wśród wielu ciekawych pomysłów reżysera znalazł się także teatrzyk rozśpiewanych pacynek.
Niestety, w grze aktorskiej od Zacharka, Podgórzak i Deskiewicza bardzo wyraźnie odstaje Vilde Valldal Johannessen, tancerka z ogromną sceniczną swobodą, ale bez warsztatu aktorskiego (dużo lepiej i naturalniej wypadła w bardzo udanej w jej wykonaniu biograficznej “Emigrantce” Teatru Komedii Valldal). Jednak każdy w hotelowej obsadzie zasługuje na duże uznanie. Dzięki nim udaje się utrzymać szaloną dynamikę kolejnych scen. Szkoda, że tak mało epizodów aktorskich ma dbający o warstwę muzyczną Artur Guza. Brakuje również większej liczby piosenek, z którymi zespół “Hotelu Palace” bardzo dobrze sobie radzi.

Zaproponowana widzom z gruntu prześmiewcza konwencja trafia do widzów, chociaż niekiedy ociera się o obsceniczność (np. scena “rozpusty”). Nie każdy dowcip jest “smaczny”, tak zresztą jak obleśna momentami proza Rolanda Topora. Jednak galop pomysłów scenicznych reżysera (pacynki, improwizacje) imponuje świeżością i z pewnością wielu rozbawi do łez, pomimo prostej i przewidywalnej konstrukcji przedstawienia. Warunek jest jeden: wszelkiego rodzaju poprawność należy zostawić za drzwiami teatru.

 

Czytaj więcej na:

https://kultura.trojmiasto.pl/Luksus-z-pieprzykiem-i-nuta-dekadencji-Recenzja-spektaklu-Hotel-Palace-n118631.html?is_mobile=0#tri

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie będzie publikowany.